Wiara rodzi się z czytania

05 PIĘKNY SEN

05 PIĘKNY SEN

Miałam kiedyś piękny sen. Śniło mi się, że przyjmuję Komunię Świętą – lecz Pan Jezus w Hostii utajony był tak ogromny, że byłam oszołomiona przyjęciem Go. Była to bowiem Hostia, którą Kapłan konsekruje w uroczystości świąteczne, miała ok. 12 cm średnicy. Ta nieskazitelna, bielsza niż śnieg, biel wprowadzała mnie w stan zachwytu i uwielbienia. Gdzieś we wnętrzu słyszałam głos: „Masz mnie w pełni, pragnę, abyś cała została wypełniona Mną”.

Zdarzyło się to mniej więcej w momencie, kiedy Pan Bóg tak bardzo mnie pociągał do siebie. Był to czas w moim życiu, kiedy tylko On mógł mnie wybawić, ze swoim problemem stałam na pograniczu życia i śmierci. W szukaniu ratunku zaczęłam chodzić codziennie na Mszę Świętą. To Ona dawała mi moc, aby przeżyć kolejny dzień. Codzienne przyjmowanie Pana Jezusa, czerpanie z Jego siły, miłości, tulenia się do Jego serca, kiedy było mi naprawdę źle i ciężko, spowodowały, że się w Nim zakochałam.

Eucharystia jest dla mnie źródłem życia. Uważam, że bez niej dzień jest dniem straconym. To na Eucharystii Bóg do mnie przychodzi, przytula mnie i rozwiązuje moje problemy, podsuwając rozwiązania, które są najlepsze i najmądrzejsze. To na Eucharystii Pan Jezus objawia mi się w delikatnych podszeptach w myślach, które nie spoczną, aż do momentu, kiedy wprowadzę je w czyn. Zdarza się, że czasem nie mogę iść na Mszę Świętą, w tym czasie stoję na przystanku autobusowym w drodze do pracy. Słyszę, jak biją dzwony i serce mi się ściska, bo nie mogę skorzystać z zaproszenia, jakie codziennie wysyła do mnie Bóg.

Kiedy zaproponowano mi napisanie tego świadectwa, pomyślałam: „Cud Eucharystyczny jest tak wielką tajemnicą, że nie mam pojęcia, jakich słów użyć, by cokolwiek na ten temat powiedzieć”.

Niebawem, w niedzielę, z powodu zmęczenia i pragnienia dłuższego snu, nie poszłam na poranną Mszę Świętą. Później zadzwonił brat i zapowiedział swoje odwiedziny. Miał pojawić się w samo południe, jednak jego wizyta się opóźniała. W oczekiwaniu na niego, szanse na pójście do kościoła z godziny na godzinę malały. Zerkając na zegarek, w głowie kłębiły się myśli: „Kolejna Msza Święta, a ja ciągle w domu!”. Brat dojechał dopiero późnym popołudniem, tak więc całą niedzielę (bo dopiero na 20.00 mogłam pojechać do sąsiedniej parafii na ostatnią Eucharystię), tęskniłam za spotkaniem z Bogiem. Doświadczenie tego oczekiwania – jakiegoś lęku, braku, podenerwowania, niepokoju i ogromnej tęsknoty – spowodowały, że dziś piszę to świadectwo.

Od dwóch lat posługuję w liturgii, czytając Słowo Boże. Za każdym razem, gdy podchodzę do ambony, jest to dla mnie wielka radość, że Pan Bóg wykorzystuje mój głos do przekazywania Swojego Słowa. Im bardziej zaczynałam zbliżać się do Najwyższego, pojawiały się jednak wątpliwości, czy jestem godna, jak odbierają to ludzie, czy swoim zachowaniem nie wchodzę na drogę pychy i czy powinnam stać w miejscu „ Świętym Świętych”? Wtedy Pan Bóg przyszedł z odpowiedzią w swym Słowie: jak ulewa i śnieg nie spadają z nieba i tam nie powracają […] tak słowo, które wychodzi z ust moich nie wraca do mnie bezowocne (Iz 55,10-11). Od tej pory rozterki odeszły w zapomnienie. Dzisiaj, czytając Słowo Boże na Eucharystii, pragnę je jak najlepiej, jak najgodniej, jak najbardziej zrozumiale przekazać.

Ostatnio otrzymałam od Najwyższego prezent. Gdy przyjmowałam Komunię Świętą, kapłan zwrócił się do mnie tymi słowami: „Ciało Chrystusa, Hanno”. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, było to najbardziej radosne spotkanie z Jezusem. Zaraz pojawiła się myśl: „Panie, Ty znasz mnie po imieniu, Twoje słowa są prawdą!”. Oczywiście, ksiądz komunikujący znał mnie, ale czy wypowiadając moje imię obok imienia Jezusa, nie działał pod wpływem Jego Ducha?

Dzisiaj nie wyobrażam sobie Eucharystii bez Komunii Świętej. Takie nastawienie wyzwala we mnie ciągłą pracę nad sobą, gdyż w swoim postępowaniu nie chcę obrażać Boga. Niestety, grzeszność wpisana jest w naszą naturę i gdy zdarza mi się upadek, nie zwlekam ze spowiedzią, ponieważ tęsknota za Jezusem mi na to nie pozwala.

Kończąc świadectwo o Twojej obecności, Jezu, podczas każdej wieczerzy, jaką jest Msza Święta, pragnę powiedzieć, że nie ma dwóch takich samych Eucharystii. Każde spotkanie z Tobą, Panie, jest wyjątkowe, niepowtarzalne, na każdym dzielisz się ze mną sobą i obdarowujesz mnie cudami, jakie tylko czasem pozwalasz mi zobaczyć w snach. Wracając do początku, ten piękny sen, który mi się przyśnił, był zapowiedzią cudu przemiany mojego serca, który trwa do dziś.

Hanna z Piotrowic